Hotel Kozi Gród

Hotel Kozi Gród

 
W ramach projektu Podróże Małych i Dużych Żaneta z bloga mother-and-son wybrała się z rodzinką do Koziego Grodu. W czasie swojego pobytu sprawdzili czy jest to hotel, w którym warto spędzić rodzinne wakacje i czy posiada udogodnienia dla najmłodszych gości?

Hotel Kozi Gród znajduje się zaledwie 25 km od Gdańska, wśród Kaszubskich jezior i lasów. Przyjaźnie nastawiony do gości, zwierząt, środowiska naturalnego. Jedno jest pewne. Nie da się tam nudzić.


W Kozim Grodzie znajduje się Centrum Rekreacji. Basen, jacuzzy, sauna, siłownia. Możecie korzystać z dobrodziejstwa tych cudownych miejsc bez obaw. Nie było tłumów, więc spędzaliśmy czas bardzo kameralnie, bardzo rodzinnie i radośnie! Nikomu nie przeszkadzał radosny śmiech naszego małego pływaka, który najchętniej moczyłby się cały dzień. Na basenie znajdziecie spory kosz z zabawkami, kółkami, pływakami, deskami, makaronami do pływania. Dla zmęczonych po pływaniu są też bardzo wygodne leżaki.

Na terenie Hotelu znajduje się przedsionek z zabawkami (przy torze do gry w kręgle), odbywają się animacje, a w ogrodzie jest piękny plac zabaw i drewniany domek. Atrakcją jest także mini zoo z koziołkiem, kozą i konikiem.
 
 
Okolica i otoczenie zachęca do spędzania wolnego czasu właśnie na świeżym powietrzu. Jest mnóstwo miejsca i kryjówek do zabaw w chowanego Między drzewami wiszą leżaki, są ławki, boiska do uprawiania sportów.  Na środku jest także zarybiony staw z rowerkiem wodnym.
 


Jedzenie przepyszne. Szwedzki stół uginał się pod różnorodnymi daniami. Sery, twarożki, dżemy, mięsa, zupy, placuszki, makarony, ciasta, owoce. Zapewniam Was, że każdy niejadek znajdzie coś dla siebie.


Zmęczeni, przepracowani rodzice wybierając się na rodzinny wypoczynek z dziećmi - na pewno znajdą tam ukojenie, odpoczynek.
Złapią oddech i trochę się rozerwą. Mother and son zdecydowanie poleca Wam Hotel Kozi Gród jako HOTEL IDEALNY na wakacyjny (i nie tylko) odpoczynek dla całej rodziny. My sami byliśmy w tym hotelu kilka lat temu (ale ten czas leci). Nie mieliśmy co prawda jeszcze wtedy dzieci, ale wypoczęliśmy nie gorzej niż Żaneta z rodziną. Hmm... może wybierzemy się jeszcze raz?
A wy macie swoje ulubione miejsca, gdzie wybieracie się z rodziną żeby odpocząć?

Północna Hiszpania - co warto zobaczyć

Północna Hiszpania - co warto zobaczyć


Jeśli marzy Wam się urlop w jakimś ciepłym miejscu, gdzie pogoda niemal zawsze jest słoneczna to Hiszpania zdaje się być wyborem idealnym. Wiemy to nie tylko my, także rzesze turystów odwiedzające rok w rok ten piękny kraj. Zresztą przekonujemy Was o tym już nie pierwszy raz. Poprzednio pisaliśmy o wybrzeżu Costa Del Sol. Niestety latem wybrzeże jest dość tłumnie oblegane przez turystów. Jeśli chcecie odpocząć w nieco spokojniejszej atmosferze, zobaczyć jednocześnie góry i móc wykompać się w ciepłych wodach zatoki Biskajskiej polecamy wybrać się do północnej Hiszpanii.

Do północnej Hiszpanii wybraliśmy się dwa lata temu samochodem na pierwsze rodzinne wakacje z naszą wówczas 5 miesięczną córką. Do dziś wspominamy ten wyjazd!

Naszą bazą wypadową była Pampeluna. Jeśli chcecie poczuć klimat Hiszpańskich miast, z pominięciem tłumów to zdecydowanie miejsce dla Was. Co roku odbywa się tutaj bieg byków, który przyciąga tłumy widzów (w lipcu). W pozostałych miesiącach jest raczej spokojnie.

Pampeluna

Pampeluna

Pampeluna

Miastem, które koniecznie trzeba odwiedzić będąc w tej okolicy jest San Sebastian. To nasz faworyt w tej okolicy ;) Nazywane jest biskijską Niceą lub perłą północy. Nie bez powodu. Przyjedzcie tutaj, a na pewno zakochacie się w kolorze tutejszej wody! San Sebastian to nie tylko wspaniała piaszczysta plaża. To też piękne stare miasto tętniące życiem. Wąskie urokliwe uliczki. Mały port rybacki. Ciekawa architektura.

San Sebastian

San Sebastian

San Sebastian

Kolejne miasto, do którego polecamy zajrzeć na kilka godzin to Bilbao. Przyciąga każdego roku tłumy turystów, dzięki Muzeum Guggenheima. Władze miasta starają się zagospodarować dawne tereny przemysłowe, ściągając słynnych architektów i porządkując dawne, rozpadające się budynki przemysłowe. Bilbao to metropolia, dawniej zaniedbana i zanieczyszczona, a dziś ważny ośrodek kultury i sztuki.

Muzeum Guggenheima

Bilbao, muzeum Guggenheima.

Jadąc do Bilbao warto też po drodze zatrzymać się na spacer w Vitorii. Znajdziemy tutaj przepiękną starówkę, a także bezpłatne muzeum kart do gry, w którym można zobaczyć talie kart ze wszystkich kontynentów!

Vitoria, Hiszpania



Natomiast jeśli macie wolne pół dnia albo szukacie miejsca na obozowisko to zajrzyjcie do Tiermas. Świetne miejsce jeśli jesteście kamperem!

Tiermas

Tiermas, Hiszpania

Tiermas, Hiszpania


Jak już jesteście w tej okolicy to grzechem byłoby nie zajrzeć tuż za granicę z Francją do Gorges d'Holzarte. Warto się tam przejść szlakiem by zobaczyć most niczym ten ze Shreka

Gorges d'Holzarte.


Hiszpania to świetny kierunek jeśli wybieracie się na rodzinne wakacje. Są tutaj ogólnodostępne ogromne place zabaw!



Zatrzymaj wspomnienia!

Zatrzymaj wspomnienia!


Pamiętacie pierwszy aparat, którym robiliście zdjęcia? Ja tak! Była to mała Smena, którą dostałam od taty i zabierałam na obozy czy zakończenie roku szkolnego w podstawówce. 
Odległość ustawiało się na oko, a zamiast oznaczeń przesłony były obrazki. Gdy w aparacie miało się kliszę 24 lub 36 klatkową człowiek zastanawiał się bardziej przed naciśnięciem spustu migawki. Zaniesienie kliszy do wywołania wywoływało dreszczyk emocji. Nigdy nie było wiadomo, które zdjęcie wyjdzie.

To co pamiętam z dzieciństwa to wysypujące się niemal z każdego kąta klisze i zdjęcia. Fotografia była obecna w naszym domu zawsze. Zdjęć z głupimi minami, z kubkiem herbaty w ręku na fotelu, w piżamie, przed telewizorem mam całą masę. Dobrze się wraca po latach do takich fotografii, które zatrzymują naszą codzienność.

Miałam to szczęście, że fotografię poznałam od podszewki. Jeszcze w jej starym wydaniu. Pamiętam jak tata wywoływał kliszę w domu. Odmierzał starannie odpowiednie odczynniki. Wkładał do specjalnego pudełka. Odmierzał czas. Potem wieszał na sznurku z drewnianą klamerką na końcu. Oglądał efekty swojej pracy, wybierał zdjęcia, które miały trafić na papier.

Powiększalnik, odczynniki, zgaszone światła i ten magiczny moment, gdy widzisz jak zdjęcie pojawia się na papierze, a ty odkładasz je do wyschnięcia. Robiąc zdjęcia miało się poczucie wpływu na ich wygląd. Od ciebie zależało czy wyjdą. Wiedziałeś, że od tego jak długo będziesz naświetlać zdjęcie zależy jak wyjdzie.

Nastał w końcu moment gdy tradycyjna fotografia zaczęła iść w odstawkę, a na jej miejsce przyszła fotografia cyfrowa. Klisze zaczęły być w astronomicznych wręcz cenach.

Pamiętam jak by to było wczoraj. Wyprzedaż w Kauflandzie. Wyprzedawali klisze po 1zł. Kupiłam wszystkie. Chyba ze 40!

Dziś robienie zdjęć na zupełnie inny charakter. Aparat ma każdy. Coraz częściej zamiast aparatów ograniczamy się do robienia zdjęć telefonem. Robimy dużo zdjęć i szybko. Nie zastanawiamy się już nad każdym ujęciem. Widzimy od razu czy zdjęcie wyszło. Po każdym wyjeździe mamy setki zdjęć. Przejrzenie ich zajmuje sporo czasu. Jeśli nie wprowadzić jakiegoś systemu katalogowania łatwo się w tym pogubić.

My trzymamy zdjęcia na osobnym dysku. Zdjęcia na komputerze to dla mnie stanowczo za mało. Lubię czasem usiąść wieczorem, wziąć album do ręki i przeglądać zdjęcia z kubkiem herbaty w ręku. To jak podróż w czasie.

Zwykle wywołuje zdjęcia na papier i wkładam do albumu. Jeszcze trochę i zajmą połowę regału na książki. Czasem zaszaleję i kupuje tradycyjny album i tam wklejam zdjęcia dodając opisy. Wklejając do tego obrazki, pamiątki. Powstaje wówczas z tego takie małe dzieło sztuki. Jeszcze chętniej potem sięgam po taki album.


Mignęła mi ostatnio na facebooku reklama Saal digital (swoją drogą to sporo ostatnio reklam na facebook'u). Post reklamowy dotyczył przetestowania fotoksiążki w zamian za opinie na stronie/fan pagu. Najpierw pomyślałam, że nie, a potem stwierdziłam, czemu nie. Bloga prowadzę dla przyjemności własnej i mam nadzieję, że Waszej też. Zdjęcia takie namacalne - uwielbiam. Więc to taki prezent dla mnie samej za to całe blogowanie ;)

Doświadczenia do tej pory moje z tego typu wynalazkami powiedzmy sobie szczerze były wątpliwe. Zamówiłam kiedyś fotoksiążkę dla teściowej na święta. Mało szczęśliwy był to zakup. Zamówiłam ją w listopadzie,a koniec końców była ledwo na czas. Zamówienie niby przebiegło sprawnie, ale sprawa legła w gruzach na etapie wysyłki. Nowy listonosz na rejonie miał chyba wówczas dobre przeczucie, że nie będę zadowolona z efektu bo wziął i jej nie dostarczył nie zostawiając przy tym awiza. Także wróciła owa książka do nadawcy. Taka historia miała miejsce dwukrotnie. Zapytania moje w sprawie lokalizacji książki, również gdzieś przepadały. Koniec końców zadzwoniła do mnie bardzo uprzejma Pani w połowie grudnia, że moja książka właśnie trafiła do niej celem zniszczenia, ale takie ładne tam zdjęcia, że postanowiła jeszcze zadzwonić i zapytać czy na pewno ma iść do zniszczenia. Że co?! Do zniszczenia? Absolutnie!. Koniec końców po wielu zawirowaniach, książka podróżniczka dotarła akurat przed świętami. Efekt jednak nie był taki jak oczekiwałam i nawet w duchu ucieszyłam się, że to nie dla mnie ;)

Także i tym razem podeszłam trochę z rezerwą do całej kwestii fotoksiążki, nie nastawiając się zbytnio by się nie zawieść. Samo zamówienie książki nie powinno nikomu sprawić żadnego problemu. Wystarczy zainstalować program do pobrania ze strony Saal-digital. Wybrać z miliona opcji formatów, papieru, okładki itd i przejść do  projektowania książki. Cały program jest dość intuicyjny i przejrzysty. Nie potrzebne są żadne zaawansowane umiejętności projektowania, obróbki itd. Naprawdę każdy sobie z tym poradzi. Po skończeniu czas jeszcze tylko na opłatę i możemy spokojnie czekać na kuriera.

Od momentu złożenia zamówienia do otrzymania książki minął dokładnie tydzień. Także wszystko naprawdę szybko i sprawnie. Co do sposobu pakowania nie mam żadnych zastrzeżeń, jeśli tylko kurier nie postanowi grać naszą przesyłką w baseball to naprawdę nic nie powinno się jej stać po drodze.

Muszę przyznać, że jestem naprawdę pod wrażeniem wykonania książki. Format, kolory, wykonanie, papier - na prawdę nie ma się do czego przyczepić. Jedyne nad czym bym się zastanowiła to fakt że pierwsza strona ze zdjęciami jest jednocześnie drugą stroną okładki. Trochę to nienaturalnie wygląda. To  jedyne do czego mogę mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Całość robi wrażenie. Obejrzałam ją już kilkanaście razy nie mogąc się nadziwić jak fajnie wyszło. Jeśli szukacie pomysłu na prezent to z czystym sumieniem mogę polecić.






Wywołujecie zdjęcia na papier? 
Malbork z dziećmi

Malbork z dziećmi


Malbork to jedno z tych miast, które jest idealne na jednodniową wycieczkę. Ma jakiś swój urok i pomimo, że nie ma w nim super dużo atrakcji to raz na jakiś czas warto zajrzeć choć na kilka godzin by posiedzieć na przyzamkowym trawniku i pograć w grę karcianą w pięknych okolicznościach przyrody. Tym razem z racji, że do Malborka wybraliśmy się z dziećmi i to nie tylko naszymi postanowiliśmy sprawdzić atrakcję Dinopark. Przekrój wieku dzieci był duży od niemowlaka do nastolatka. Razem 7 dzieci i 8 dorosłych. 

Cena biletu to chyba już standard w tego typu miejscach. 23zł ulgowy, 26 normalny. Rodzinny 2+1 71 zł, a 2+2 93zł. Dzieci do lat 3 bezpłatnie. Na stronie widnieje informacja, że trzeba wiek udokumentować, nas jednak nikt nie prosił o dokumenty dzieci. Jest również bilet grupowy (pow. 20 os), niestety nie obowiązuje w weekendy i święta.

Co wchodzi w skład biletu i jak to oceniamy?

Park Ruchomych Dinozaurów i Park Ruchomych Smoków znajdują się na lewo od wejścia.  Tuż przy wejściu stoją Dinowózki, z których może skorzystać każdy.
Park dinozaurów i smoków można w zasadzie potraktować jako jedną atrakcję. Najpierw przechadzamy się wśród smoków, a później pomiędzy dinozaurami spotykając w między czasie zwierzęta z mini ZOO. Przejście zajęło nam nie więcej niż godzinę, przy tym że z racji sporej grupy co jakiś czas trzeba było na kogoś zaczekać, a i próby zrobienia wspólnego zdjęcia też chwilę zajmowały. Same smoki i dinozaury wyglądają fajnie. Natomiast jeśli chodzi o nasze odczucia względem mini zoo, to mamy dość mieszane. W tej części parku znajduje się również plac zabaw.




Zaraz przy wejściu do parku znajduje się cześć w której są wszelakie budki z jedzeniem i deserami. Co do jakości jedzenia można by dyskutować. Standardowe fast foody. Frytki, hod dogi, hamburgery, lody i gofry. Frytki jak to frytki ok, ciężko chyba byłoby je zepsuć. Natomiast hot dog nie nadawał się do jedzenia o czym obsługa chyba wiedziała, ponieważ bez mrugnięcia okiem zwrócili pieniądze za niego i wyrzucili go do kosza. Fajnie by było aby w przyszłości znalazło się tu trochę więcej jadalnych potraw.

Zaraz przy gofrach na maluchy czeka Pani, która bezpłatnie maluje dzieciom twarz. Można wybrać z kilku wzorów, u nas stanęło na motylku ;).

Stoją tutaj również dinozaury, na których grzbiet można wsiąść. Za dodatkową opłatą 5zł dinozaur się porusza, a jeden z nich znosi też jajka. Również w tej okolicy przechadza się dinozaur wraz ze swoim treserem - animatroniczne pokazy tresury dinozaurów. Widać, że podoba się to maluchom. Zresztą o całej obsłudze złego słowa nie możemy powiedzieć. Uprzejmi i pomocni.  

Jeśli chodzi natomiast o Muzeum Skamieniałości również znajdujące się w tej części parku, to słowo muzeum jest nieco na wyrost. Niemniej jednak jest. Jest to spora sala w której centrum znajduje się spory szkielet dinozaura. W muzeum poza eksponatami (których naszym zdaniem jest niewiele)  znajduje się sklepik z chińskimi pamiątkami. Przejście tej sali to jakieś 5 góra 10 minut.

Po prawej stronie od wejścia znajduje się Kraina Zabaw na której są dodatkowo płatne atrakcje w stylu luna parku. Mini kolejka, karuzela, bombery, drop tower, strzelnica laserowa. Płatne od 3 do 8zł za każdą atrakcję. 


Dalej znajduje się Park Linowy - Malborkstones, który wliczony jest w cenę biletu. Niestety są tutaj dość spore kolejki i czas oczekiwania na wejście dla starszaków u nas wynióśł ponad godzinę, (mała ilość uprzęży). Natomiast na duży plus zasługuje fakt, że są trzy trasy dostosowane do dzieci w różnym wieku oraz bardzo sprawnie działający system asekuracji. Co do bezpieczeństwa w tym miejscu nie mamy żadnych zastrzeżeń. Przed wejściem każdy zostaje przeszkolony z zasad działania sprzętu, a karabinki są nowoczesne i bezpieczne!
W tej części parku znajdziemy też Wioskę jaskiniowców czyli rodzinę Flinstonów i Rubble’ów, a także plac zabaw i dodatkowo płatną dmuchaną zjeżdżalnie (5zł za 15min).



Piaskownicę archeologiczną wymienioną jako jedną z atrakcji chyba gdzieś przegapiliśmy, bo nikt z nas nie może sobie przypomnieć gdzie była. Jeśli chodzi o atrakcję dla dzieci to w ramach ceny biletu można było skorzystać jeszcze z trampoliny. 

Jedną z dodatkowo płatnych atrakcji jest kino 5D, my jednak nie sprawdzaliśmy jego oferty (bilety 12/10zł).

Generalnie park jako park jest ok, jednak wydaję nam się, że stosunek ilości atrakcji dodatkowo płatnych w porównaniu do tych wliczonych w cenę biletu jest zbyt wysoki. Bilet wstępu to dopiero początek wydatków, potem złotówki jakoś szybko uciekają z portfela. Tu 5 zł, tam 3 zł, tam znów 5zł. I tak zbiera się nie mała suma. Atrakcję te są tak umiejscowione, że ciężko by dzieci przeszły obok nich obojętnie. Muzeum Skamieniałości można minąć bez problemu, ale Krainy Zabaw już nie ;) Fajnie by było gdyby w ramach biletu wstępu dzieci mogły skorzystać np z dwóch atrakcji w Krainie Zabawy.

Zaraz po wizycie w parku wybraliśmy się jeszcze na krótki spacer po Malborku. Sprawdziliśmy jak ma się tutejszy zamek. Stoi, ma się dobrze i wygląda pięknie. Jednak zwiedzanie wnętrza zostawiliśmy sobie na następny raz. Pół dnia w parku skutecznie wszystkich wymęczyło i sił na zwiedzanie wnętrza już trochę brakowało. Odwiedzimy go pewnie zimą, gdy bilety są nieco tańsze a i pogoda mniej sprzyjająca do całodziennych wycieczek na dworzu. Aktualny cennik można sprawdzić na stronie zamku.


Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że zamek jest piękny. Swoim ogromem, rozmachem naprawdę robi wrażenie! Warto przespacerować się wzdłuż jego murów, a jeśli pogoda dopiszę do usiąść na trawię i chwile odpocząć.





Dzień był długi, ale znalazło się też trochę czasu na prostą zabawę z dziećmi. Wiele do tego nie trzeba. Trochę trawy i słońca. Bose stopy i dobry humor. Ot prosy i sprawdzony sposób na udane popołudnie z dziećmi. 


Jeśli ktoś chciałby poczytać o naszej eskapadzie z przymróżeniem oka to zapraszam do Bożenki.


Bezpłatne zwiedzanie muzeów - Gdańsk, Gdynia, Sopot

Bezpłatne zwiedzanie muzeów - Gdańsk, Gdynia, Sopot

Bezpłatne zwiedzanie muzeów - Gdansk, Gdynia, Sopot

Zwiedzamy ostatnio naszą okolicę. Tą zupełnie najbliższą. Poznajemy nasze rodzinne miasto. Gdańsk, jak się okazuje ma całkiem sporo muzeów. Sopot i Gdynia nieco mniej, ale też coś się znajdzie. Muzeów - nowoczesnych i ciekawych jest coraz więcej. Są jednak też te które mają jeszcze znamiona minionej epoki. Chcemy przejść je wszystkie i sprawdzić co mają ciekawego do zaoferowania. Jednak żeby nie doprowadzić tak zupełnie do ruiny domowego budżetu postanowiliśmy sprawdzić kiedy można odwiedzić je za darmo. Dziś dzielimy się tą wiedzą. Uwierzcie nam, że przebrnięcie przez każdą jedną stronę internetową muzeum zajęło nam trochę czasu. 


Poniedziałek

Wtorek
Środa
Niestety nie znaleźliśmy żadnego muzeum w Trójmieście, które można bezpłatnie zwiedzić w czwartek.

Piątek
Niestety tak jak w czwartek, bezpłatne zwiedzanie w sobotę nie jest możliwe.

Niedziela
Muzeów w Trójmieście jest zdecydowanie więcej. Jednak na ten moment tylko te wymienione powyżej, mając stałe dni w których obowiązuje bezpłatny wstęp. Wszystkie powyższe muzea zaznaczone są na mapce poniżej, a we wpisie umieszczone są linki, odsyłające do oficjalnych muzealnych stron.

Muzea można też zwiedzać za darmo bądź ze zniżką zaopatrując się w kartę kartę turysty, niebawem powiemy Wam o niej nieco więcej.

Gdańsk #1

Gdańsk #1


Zwykle mając wolny weekend wybieramy się na jakąś krótszą bądź dłuższą wycieczkę. Tym razem mieliśmy w planach wybrać się nad jezioro, niestety pogoda była mało sprzyjająca. Nastąpiła szybka zmiana planów i takim sposobem przychodzimy do Was z inspiracją na weekend w Gdańsku.

Zaczynamy od Europejskiego Centrum Solidarności. Nadal się dziwię dlaczego dopiero teraz się tu wybraliśmy. Ogrom, rozmach, nowoczesne wykonanie - naprawdę robi wrażenie. 

Biblioteka Małego Podróżnika

Biblioteka Małego Podróżnika

Wakacje już się rozpoczęły. Nie ważne jak daleko jedziemy. Czy wybieramy się na drugi koniec świata czy do pobliskiego parku. Możemy urozmaicić wspólnie spędzany z dzieckiem czas sięgając po książki. W tym poście zebraliśmy różnego rodzaju publikacje około podróżnicze dedykowane dla dzieci. Tym razem tych nieco starszych. Dzienniki podróży, przewodniki czy książki z zadaniami. Wszystko co może się przydać małym odkrywcom. Nie musicie wybierać się nigdzie daleko by sięgnąć po jedną z nich. Dziennik wypraw może dokumentować Waszą codzienność, a przewodnik być wspaniałą okazją do podróży palcem po mapie i poszerzania wiedzy malucha.


Dzienniki podróży 


1. Mój dziennik podróży od wydawnictwa Bezdroża
Nieduży, poręczny format. Bez problemu zmieści się w dziecięcym plecaku. Dedykowany dla dzieci w wieku 5-10lat. Można dokupić podróżnicze wycinanki. Jak do tej pory dostępne są:
  • Kraków i Wieliczka, Tatry i Pieniny, Wybrzeże Bałtyku,  Warmia i Mazury, południowe Podlasie i Suwalszczyzna, Bieszczady
  • Rzym i Włochy, Costa Brava i Barcelona, Kreta, Wybrzeże Bułgarii, Wyspy Kanaryjskie, Sycylia, Portugalia, Costa Blanca i Alicante, Majorka, Słowacja, północna Praga i Czechy, Paryż, Wybrzeże Chorwacji, Londyn
Zarówno dziennik jak i wycinanki są dostępne na stronie wydawnictwa


Copyright © 2016 Okiem Alexa - rodzinne podróżowanie , Blogger